125 lat na wieży ratusza. Zegar, który przetrwał wojnę i trzy pokolenia Dobrzańskich zmodernizują

1 miesiąc temu

Od ponad wieku mieszkańcy Nowego Sącza zadzierają głowy w stronę ratuszowej wieży. W biegu do pracy, do szkoły, na autobus. Ten zegar nie tylko wskazuje godzinę. On pamięta więcej, niż niejeden kronikarz. Teraz – po 125 latach – czeka go gruntowny remont. A za jego codziennym tykaniem stoi rodzina, która z zegarmistrzostwa uczyniła misję.

Zakład z 1901 roku. Tradycja, która nie zardzewiała

Zakład zegarmistrzowski „Jan Dobrzański” w Nowym Sączu działa nieprzerwanie od 1901 roku. Założył go Jan Dobrzański senior – mistrz, który przybył do miasta, by zająć się nowo zamontowanym zegarem na wieży ratusza. To wtedy zaczęła się historia, która trwa do dziś.

Dziś firmę prowadzą Danuta i Jan Dobrzańscy. Obecny właściciel, Jan Dobrzański (junior), ukończył szkołę zegarmistrzowską w Krakowie w 1971 roku. W zawodzie pracuje od 47 lat. Od pięciu lat formalnie przebywa na emeryturze. Tylko formalnie.

Codziennie wieczorem przez cały czas nakręcam zegar ratuszowy. Kocham naprawiać zegary, to moja pasja – mówi.

Główną bazę rodzinnej tradycji przejął w 1990 roku po ojcu, Henryku Dobrzańskim. Dziadek zmarł w 1939 roku, ale zegarmistrzowska nić nie została zerwana. Dziś małżonkowie Danuta i Jan kontynuują dzieło trzech pokoleń, choć nie ukrywają, iż czekają na godnego następcę.

Tuż obok działa także brat Jana – Henryk Dobrzański (junior), który prowadzi własny sklep i również naprawia zegarki. Trzeci z braci, Zbigniew, wybrał inną drogę.

Serce wieży z Pragi. Najnowocześniejszy w monarchii

Ratuszowy zegar sprowadzono z Pragi w 1901 roku. Wyprodukowała go firma Heinz. To czterotarczowy mechanizm napędzany 60-kilogramowymi obciążnikami – konstrukcja, która w czasach monarchii habsburskiej należała do najnowocześniejszych.

Po raz pierwszy wybił godzinę 14 grudnia 1901 roku. Od tamtej chwili odmierza czas dla miasta.

Instalacją zajął się Jan Dobrzański senior (1878–1939), herbu Sas. Wcześniej uczył się u konstruktora zegarów wieżowych Michała Mięsowicza w Krośnie, a potem pracował u znawcy czasomierzy elektrycznych Zygmunta Sateleckiego w Gorlicach. Do Nowego Sącza zaproszono go specjalnie, by opiekował się zegarem na ratuszowej wieży.

Świadek wojny i dramatów

Ten zegar widział więcej niż miejskie inwestycje i zmiany władzy. W czasie II wojny światowej w jego mechanizmie schronienie znalazła Żydówka. Ukrywała się tam, ratując życie.

Przez 125 lat zegar obserwował zmieniające się pokolenia, przemiany ustrojowe, rozwój miasta. Wokół zmieniało się wszystko – bruk, samochody, twarze przechodniów. On pozostawał.

Remont ratusza kończy się. Teraz czas na zegar

Dobiegają końca szeroko zakrojone prace przy ratuszu w centrum Nowego Sącza. Odnowiona elewacja, nowe pokrycie dachowe, wymieniona stolarka i odrestaurowana wieża przywróciły budynkowi dawny blask.

Jednego elementu jednak zabrakło – zegara.

Od listopada 2025 roku przestał wskazywać godzinę. Mieszkańcy zauważyli to natychmiast. Jak się okazało, było to działanie celowe. W związku z pracami prowadzonymi na wieży i obawą o uszkodzenie zabytkowego mechanizmu, Jan Dobrzański wstrzymał jego działanie. Kilka dni temu znów ruszył. Ale tylko na chwilę.

Wkrótce zostanie ponownie zatrzymany – tym razem na potrzeby planowanej konserwacji.

O szczegółach poinformował podczas spotkania online z mieszkańcami zastępca prezydenta Nowego Sącza, Artur Bochenek.

Prace obejmą zarówno szklaną tarczę, którą trzeba wyszlifować i odrestaurować, jak i wskazówki oraz sam mechanizm z końca XIX wieku. To konstrukcja powstała wraz z ratuszem – wymaga dziś specjalistycznej ingerencji.

Zegar, który trzeba nakręcać manualnie

To nie jest elektroniczna dekoracja. To w pełni mechaniczne urządzenie, które wymaga codziennego, manualnego nakręcania. Od 1971 roku zajmuje się tym Jan Dobrzański.

Wieczorem, po zamknięciu zakładu, wchodzi na wieżę. Sprawdza mechanizm. Nakręca ciężary. Słucha, czy wszystko pracuje jak należy. Tego nie da się zrobić zdalnie.

Za kilka miesięcy zegar zamilknie na czas remontu. Potem znów wybije godzinę. Pytanie tylko, czy za kolejne dekady ktoś z rodziny Dobrzańskich przez cały czas będzie codziennie wchodził na wieżę, by wprawić w ruch serce miasta.

Idź do oryginalnego materiału