Męczennicy będą błaznami, a rządzący bohaterami

1 godzina temu

Nie jest prawdą, iż wzajemnie nienawidzące się strony sporu politycznego bazują tylko i wyłącznie na emocjach, a w żaden sposób nie odnoszą się do faktów, poszlak i wniosków. Praktycznie przy każdym większym sporze mamy prawdziwy zalew, przede wszystkim poszlak, z kolei fakty uznawane są wybiórczo i wtedy, gdy pasują do generalnego wniosku. Ten model postępowania jest uniwersalny, ale istniej też coś, co zdecydowanie odróżnia lewą stronę od prawej strony politycznego frontu.

Po lewej stronie występuje powszechne akceptowanie oficjalnych stanowisk i komunikatów, „wiara w naukę”, ślepe zaufanie do ekspertów i autorytetów, czyli krótko mówiąc kompletny brak krytycznego spojrzenia. Prawa strona ma zupełnie inny problem i jest nim siłowe komplikowanie rzeczy prostych, czy wręcz oczywistych. Istnieją setki dowodów potwierdzających prawdziwość tej diagnozy, a dwa głośne mogliśmy obserwować w ostatnich tygodniach. Po tragicznej śmierci posła Łukasza Litewki niemal od pierwszych minut pojawiała hipoteza o zamachu. Tysiące wpisów na portalach społecznościowych popierały tę spiskową interpretację i bynajmniej nie były to wpisy pozbawione treści.

Co ambitniejsi przedstawiali wyliczenia i udowadniali, iż zderzenie roweru z samochodem jest praktycznie niemożliwe, bo pojazdy poruszają się z różną prędkością i musiałby idealnie synchronizować moment, w którym się zderzają. Nie brakowało też argumentów medycznych i kryminologicznych, całe grupy osób twierdziły, iż przy takich uszkodzeniach ciała i samochodu z pewnością należy wykluczyć przypadek. Musiało dojść do zabójstwa z premedytacją, a sprawca po prostu kilkukrotnie przejechał samochodem po ofierze. Wszystkie te skomplikowane śledztwa nie wytrzymały zderzenia z podstawowymi ustaleniami Policji i zachowaniem samego sprawcy wypadku, który nie uciekł i przyznał się do spowodowania wypadku.

Druga historia, to seria fałszywych alarmów ukierunkowanych politycznie. Policja otrzymywała zgłoszenia, iż w domach prawicowych dziennikarzy i polityków dzieje się coś złego. Najszerszym echem odbiła się interwencja funkcjonariuszy w mieszkaniu Tomasza Sakiewicza i mieszkaniu mamy prezydenta Karola Nawrockiego. Biorąc pod uwagę okoliczności nie było najmniejszych szans na to, aby nie rozpętała się polityczna burza, według dobrze znanego schematu. Pierwsze skojarzenia u obserwatorów zdystansowanych do sprawy były mało oryginale i podejrzenia padły na „dowcipnisiów”, jakichś fanatycznych aktywistów albo osoby z zaburzeniami emocjonalnymi. Takich wariantów ani przez moment nie brali pod uwagę politycy, dziennikarze i zwolennicy partii PiS. Tutaj dominował jeden „wątek śledztwa” i był nim zorganizowany atak służb Donalda Tuska na opozycję.

Takie interpretacja w polityce nie są niczym nowym i trzeba uczciwie przyznać, iż akurat w tym przypadku, podobnie zachowuje się i prawica i lewica, ale to niesie za sobą określone konsekwencje. Im mocniej podbija się poziom emocji i tworzy męczeńską atmosferę, tym bardziej naraża się na śmieszność, gdy sprawa znajduje banalne rozstrzygnięcie. Wiele wskazuje na to, iż za fałszywymi alarmami stoi grupa młodych ludzi, którzy w dodatku działali w ramach spontanicznego porozumienia. Wstępne informacje przekazane do mediów są takie, iż zatrzymano trzy osoby, w tym wobec jednej już zastosowano areszt. W najbliższych dniach możemy się spodziewać gwałtownej zmiany ról. Męczennicy staną się błaznami, a rządzący ogłoszą się bohaterami. Podobny obrót sprawy nie byłby możliwy, gdyby prawa strona zachowała zdrowy rozsądek, ale to się praktycznie nie zdarza, w każdym razie nie w odniesieniu dla TV Republika i najbardziej fanatycznego elektoratu PiS.

Nie wierzymy nikomu, nie wierzymy w nic! Patrzymy na fakty i wyciągamy wnioski!

Idź do oryginalnego materiału